Rynek domen

Biznes zaczyna się od domeny.


Wyceniarka pomogła sprzedać domenę za ponad 340 tys. dolarów

Wyceniarka pomogła sprzedać domenę za ponad 340 tys. dolarów

Wyceniarki domen to narzędzia, które nie budzą zaufania inwestorów. W niektórych przypadkach mogą jednak ułatwić sprzedaż domeny.

Wyceniarki domen to automaty, które szacują wartość rynkową danego adresu na podstawie wartości dotychczasowych sprzedaży nazw tego typu. Nie są one szczególnie poważane przez inwestorów.

Po pierwsze dlatego, że większość transakcji nie jest ujawnianych, co zniekształca obraz rynku i utrudnia ocenę wartości domen. Po drugie – domainerzy często podkreślają, że domena jest warta tyle, ile klient jest gotów za nią zapłacić. Innymi słowy finalna cena zależy m.in. od zasobności portfela klienta, jego stopnia zainteresowania domeną oraz zdolności negocjacyjnych samego domainera. Główna obawa inwestorów sprowadza się, rzecz jasna, do tego, że wyceniarka może oszacować wartość domeny zbyt nisko, choć zdarzają się sytuacje, gdy adres zostaje sprzedany za niższą kwotę, niż wynikałoby to z szacunków automatu.

Najpopularniejszym tego typu narzędziem jest prawdopodobnie estibot.com. Robot szacuje wartość domen opierając się na danych z rynku światowego. Korzysta więc z danych sprzedażowych z segmentów gTLD, nTLD, a także ccTLD. Dzięki temu jego szacunki mogą być bardziej zbliżone do realnej, rynkowej wartości domen niż w przypadku narzędzia stworzonego na użytek jednego z rynków lokalnych, które zwykle oferują szczątkowe informacje sprzedażowe (jednym z nielicznych wyjątków jest rynek niemiecki). Mimo wszystko oceny formułowane przez tego typu narzędzia uważane są za bardzo orientacyjne i rzadko stanowią faktyczny punkt odniesienia dla inwestorów. W niektórych przypadkach mogą jednak przydać się jako wsparcie sprzedaży.

Potwierdzeniem tego jest historia opisana przez Cole’a Southa w serii wpisów na Twitterze.

Sprawa dotyczy domeny, którą South zakupił w 2011 r. za 125 tys. dolarów. Autor nie podaje jej nazwy, pisze jedynie, że adres był „czymś w stylu Animated.com”. Dodaje przy tym, że przed dokonaniem zakupu nie miał doświadczenia w branży domen – wcześniej był zawodowym pokerzystą. Przez dziesięć lat South próbował na różne sposoby monetyzować adres, ale bez satysfakcjonujących efektów. Wystawiał ją również na sprzedaż – także bezskutecznie. W końcu 15 marca zeszłego roku otrzymał zapytanie dotyczące nazwy.

Początkowa oferta wynosiła 25 tys. dolarów, ale South z miejsca ją odrzucił. Wtedy postanowił skorzystać z wyceniarki, by sprawdzić, jak ocenia wartość adresu robot. Okazało się, że według estibota nazwa warta jest 341 tys. dolarów. Domainer postanowił trzymać się tej kwoty. Kolejna propozycja klienta wyniosła 40 tys., ale również została odrzucona. South nie ugiął się nawet przy 200 tys. W końcu kontrahent ustąpił, przystając na 341 tys. USD.

Jak pisze inwestor, „wszystko stało się BARDZO szybko”, a nabywca był zaskakująco ugodowy. South spekuluje, że miał do czynienia z korporacją w rodzaju Google lub startupem wspieranym przez kapitał inwestycyjny z nieograniczonym budżetem. Zakłada nawet, że mógł uzyskać znacznie więcej i finalnie stracił na sprzedaży. Jednak negocjacje przebiegały sprawnie, a umowa została sfinalizowana w ciągu niespełna tygodnia, co z pewnością stanowi spory atut całego dealu. Zwrot z inwestycji, który wyniósł 2,73, nie był spektakularny, ale przy sześciocyfrowej kwocie dostatecznie duży, by transakcję uznać za opłacalną.

Jaki jest wniosek z całej historii? Wyceniarka z pewnością nie jest autorytetem w zakresie wyceny domen, jeśli jednak podaje kwotę akceptowalną dla inwestora, jej szacunek można wykorzystać jako argument w negocjacjach, a przynajmniej punkt odniesienia, który do pewnego stopnia ma oparcie w cenach historycznych.

Tagi: , , , , , ,

Tutaj możesz komentować