Rynek domen

Biznes zaczyna się od domeny.

Chińczycy trzęsą rynkiem domen. Co piąta dwuliterówka .com należy do Azjatów

Chińczycy trzęsą rynkiem domen. Co piąta dwuliterówka .com należy do Azjatów

Chińska ekspansja na rynku adresów www to największe wydarzenie w domainingu od początku jego historii – twierdzi Alan Dunn na łamach TechCruch. Choć kapitał z Państwa Środka podbija rynek domen od dwóch lat, to jednak medialny mainstream dopiero zaczyna zauważać ten trend.T

Czytelnicy serwisu RynekDomen.pl mogą już być znudzeni „chińskim wątkiem” nieustannie przewijającym się przez nasze łamy, ale jest to temat, który nie daje się zmarginalizować. Biznes z Państwa Środka zdominował branżę domenową i w znacznym stopniu kształtuje najnowsze trendy rynkowe. Ten stan rzeczy prawdopodobnie nie zmieni się w najbliższych latach. Z prostego powodu: chińskie społeczeństwo jest coraz bogatsze, coraz bardziej przedsiębiorcze i coraz bardziej zinformatyzowane.

Temat, który od dawna gości na naszych stronach oraz w zachodnich witrynach branżowych, dopiero zaczyna przebijać się do medialnego mainstreamu. Publikacja na temat wpływu chińskiego biznesu na rynek adresów internetowych, która pojawiła się w popularnym serwisie technologicznym TechCrunch, to jeden z nielicznych tego typu komentarzy w głównym obiegu informacyjnym.

Alan Dunn, autor tekstu, dokonał bardzo sprawnej syntezy zmian, jakie zaszły w branży adresowej pod wpływem inwestycji pochodzących z Państwa Środka. Esencja tekstu zawiera się właściwie w zestawieniu wyników rynku pierwotnego legacy gTLD z ostatnich dwunastu miesięcy. Trzeba przyznać, że robi ono mocne wrażenie. Otóż w ciągu minionego roku segment starych domen funkcjonalnych osiągnął następujące „kamienie milowe”:
– zarejestrowane zostały wszystkie pięciocyfrowe nazwy w rozszerzeniu .com,
– zarejestrowane zostały wszystkie pięciocyfrowe nazwy w rozszerzeniu .net,
– zarejestrowane zostały wszystkie sześciocyfrowe nazwy w rozszerzeniu .com,
– zarejestrowane zostały wszystkie siedmiocyfrowe nazwy w domenie .com, zaczynające się trzema ósemkami, kończące się trzema ósemkami lub zawierające niemal dowolne powtarzalne kombinacje,
– zarejestrowane zostały wszystkie czteroliterowe nazwy w rozszerzeniu .org, składające się z liter uważanych na rynku chińskim za litery premium.

Kluczem do skutecznego zarabiania na chińskim rynku domen jest zrozumienie różnic kulturowych między Państwem Środka a Zachodem, które mają wpływ na preferencje domenowe Chińczyków

Wpływ chińskiego biznesu na powyższe „osiągnięcia” pierwotnego rynku legacy gTLD jest przemożny. Niech zaświadczą o tym inne fakty. W połowie listopada George Kirikos opublikował na swoim koncie twitterowym post informujący, że 136 z 676 dwuliterowych adresów .com znajduje się obecnie w posiadaniu chińskich abonentów. Oznacza to, że więcej niż co piąta domena (dokładnie: 20,1 proc.) należy do rejestrantów z Państwa Środka.

Krótko po publikacji Kirikosa światło dzienne ujrzał raport Verisign informujący, że w ciągu minionych trzech tygodniu zarejestrowano 3,2 miliony nazw w domenie .com – więcej niż w ciągu całego drugiego kwartału. Zwyżka związana jest z rosnącym zainteresowaniem adresami .com na rynku chińskim.

Ten radykalny wzrost popytu na nazwy w najdroższej z domen przekłada się również na wyniki cenowe rynku wtórnego. Trzyliterówki .com składające się ze znaków tradycyjnie uważanych za mniej wartościowe do niedawna sprzedawały się za kwoty w przedziale 10–15 tys. dolarów. Teraz trudno nabyć je za stawki niższe niż 50 tys. dolarów.

Rośnie nowa żyła złota? Tak – problem w tym, że wielu zachodnich domainerów ma problem, żeby się na nią „załapać”. Przeszkodą nie są pieniądze, lecz bariera kulturowa. Wzrost wartości domen nie dotyczy bowiem wszystkich adresów w równym stopniu. Zwyżkują te nazwy, które ze względów „nieprzeniknionych” dla zachodnich inwestorów są cenione w Państwie Środka, choć nie mają większej wartości dla klientów w Europie czy USA.

Przykładowo, na zachodzie takie litery jak „q” czy „j” używane są w nazwach znacznie rzadziej niż w łacińskiej transkrypcji chińskich nazw. Dodatkowo Chińczycy preferują niektóre liczby, podczas gdy innych unikają, co ma związek z fonetycznym podobieństwem nazw cyfr do określonych słów – o pozytywnym lub negatywnym znaczeniu.

Znamienny jest również fakt, że wyraźnie zmieniła się struktura nazw trafiających na czołówki rankingów sprzedażowych. Niegdyś na listach przodowały kewyordy. Dziś topowe adresy do krótkie domeny numeryczne lub akronimiczne.

Jak zauważa Dunn, wielu Chińczyków traktuje zakup nazwy jako długoterminową inwestycję lub lokatę kapitału. To również ma związek ze specyfiką kulturową Państwa Środka. Otóż mieszkańcy najludniejszego kraju na świecie mają skłonność do oszczędzania pieniędzy i pomnażania kapitału – nieco inaczej niż obywatele państw Zachodu, których cechuje raczej konsumpcyjne nastawienie do życia.

Czy dla polskich inwestorów te informacje mogą być w jakikolwiek sposób przydatne?

To pytanie właściwie retoryczne. W domainingu, podobnie jak w innych nowoczesnych, szybko rozwijających się branżach z obszaru internetu i e-biznesu, ważny jest refleks: zdolność do wczesnego dostrzegania i przewidywania trendów. Śledzenie chińskiego rynku domen oraz jego wpływu na koniunkturę w branży nie powinno być już zajęciem dorywczym.

Dziś rynek chiński oferuje bodaj najlepsze – spośród rynków geograficznych – perspektywy zarobkowe dla domainerów, niezależnie od miejsca ich zamieszkania. Kluczem do sukcesu jest zrozumienie niuansów tego rynku i różnic kulturowych między Chinami a Zachodem, które przekładają się na określone preferencje biznesowe i inwestycyjne klientów z Państwa Środka.

Tagi: , , ,

Tutaj możesz komentować