Rynek domen

Biznes zaczyna się od domeny.


Jak poradzić sobie z firmą, która chce wyłudzić domenę?

Jak poradzić sobie z firmą, która chce wyłudzić domenę?

Zdarza się, że firma, próbując przejąć domenę niskim kosztem, posuwa się do próby zastraszenia abonenta. Zamiast ulegać presji, warto przeanalizować argumenty „interesanta” i udzielić mu spokojnej, rzeczowej odpowiedzi.

Cybersquatting – czyli świadome wykorzystywanie zastrzeżonych znaków towarowych przez ich rejestrację w domenach internetowych – ma swój rewers. To zjawisko o skomplikowanej nazwie: reverse domain name hijacking, czyli próba (odwróconego) uprowadzenia domeny internetowej, w skrócie RDNH. O ile ten pierwszy fenomen jest problemem firm posiadających „copyright”, o tyle ten drugi trapi inwestorów domenowych, od których cenne nazwy próbują niekiedy wyłudzić właściciele trademarków.

Czasem im się to udaje – gdy niepewni swego domainerzy ulegają próbom zastraszenia. Dochodzi do tego szczególnie wtedy, gdy otrzymują napisany prawniczym językiem e-mail, zawierający groźbę skierowania sprawy do arbitrażu lub sądu. Tymczasem jeśli domainer ma czyste sumienie, z reguły nie powinien się niczego obawiać. Wystarczy przeanalizować stawiane zarzuty i merytorycznie na nie odpowiedzieć. W ten sposób można nawet uzyskać skruchę i przeprosiny niedoszłego wyłudzacza. Przekonuje o tym ciekawy przypadek z udziałem Konstantinosa Zournasa – greckiego domainera, który bez trudu uporał się z trademarkowym natrętem.

Właściciel trademarku straszy arbitrażem

Zournas opisał całą historię we wpisie na blogu. Do inwestora zgłosiła się hiszpańska firma, wykorzystując formularz kontaktowy na stronie pod domeną. Warto zaznaczyć, że poza formularzem, pod adresem nie wyświetlało się zupełnie nic: nie zawierała ona żadnego kontentu, reklam, ani nawet informacji o możliwości zakupu domeny. Sam adres składał się z dwóch angielskich wyrazów, które tworzyły związek frazeologiczny.

Z kolei nadawca maila posiadał witrynę pod nazwą w rozszerzeniu .tech. Była to hiszpańska firma oferująca usługi IT, założona w 2008 r. Wcześniej posługiwała się adresem Grupo******.com – Zournas nie podaje pełnej nazwy, zwraca jednak uwagę, że spółka nie ma nawet angielskiego odpowiednika tej domeny, ******Group.com, który jest zajęty przez inną firmę. Interesant przekonywał, że posiada prawo do znaku towarowego dla swojej nazwy na terenie Unii Europejskiej. W związku z tym dysponuje wyłącznym prawem na posługiwanie się tym brandem. Dlatego domaga się przekazania domeny za „rozsądną” cenę, co pozwoli abonentowi na uniknięcie postępowania UDRP przed WIPO (Światowa Organizacja Własności Intelektualnej) oraz ewentualnych odszkodowań związanych z wykorzystaniem domeny przez Zournasa.

Domainer odpiera zarzuty i… uzyskuje przeprosiny

Domainer nie dał się zapędzić w kozi róg. W odpowiedzi przypomniał, że firma próbowała odkupić nazwę – jeszcze bez posługiwania się groźbami – już w listopadzie 2018 r., ale została poinformowana, że adres nie jest na sprzedaż. Z kwitkiem został odprawiony również broker, który na zlecenie interesanta zgłosił się do Zournasa w styczniu br. „Teraz przesyłacie mi ten anonimowy e-mail, stawiając groźby, które w jasny sposób zdradzają brak wiedzy waszego CIO na temat domen internetowych i prawa własności intelektualnej” – pisał dalej Zournas.

Przed udzieleniem odpowiedzi domainer ustalił, że firma, z którą ma do czynienia, faktycznie posiada zarejestrowany znak towarowy, ale o charakterze figuratywnym, czyli dla logo. Nie ma więc podstaw, by rościć sobie prawo do nazwy. To przeoczenie dość dużego kalibru, które faktycznie kompromituje nadawcę maila. Co więcej, znak jest zastrzeżony dla starej nazwy firmy Grupo******. Wniosek o trademark dla nowej nazwy został zgłoszony w 2018, ale został odrzucony. W dodatku oba brandy powstały później, niż Zournas zarejestrował domenę. W końcowej części maila domainer wytoczył „ostateczny” argument, uświadamiając interesantowi, że nie można zastrzec na wyłączność nazw ogólnych – a tak właśnie próbował zrobić.

W ostatnim zdaniu korespondencji Zournas zażądał przeprosin. I otrzymał je! Na tym sprawa się zakończyła. Wniosek z całej historii jest prosty: w podobnej sytuacji nie można dać się zastraszyć. Przede wszystkim trzeba przeanalizować zarzuty, jakimi posługuje się strona, a także ustalić rzetelność i prawdziwość argumentów, jakie przywołuje – a następnie sformułować adekwatną odpowiedź, która zniechęci interesanta do wszczynania sporów.

Tagi: , , , , , ,

Komentarz ( 1 )

Czym możesz się podzielić?

  1. Wojtas 9 kwietnia 2019 Odpowiedz

    Prosimy o więcej takich tekstów.

Tutaj możesz komentować