Rynek domen

Biznes zaczyna się od domeny.


Czy literówka może stać się brandem? Praktyka pokazuje, że tak

Czy literówka może stać się brandem? Praktyka pokazuje, że tak

Nazwy z błędami literowymi rejestrowane i kupowane są głównie dla ruchu. Ale literówki mogą być również wykorzystywane jako brandy – choć zwykle nie jest to dobry pomysł.

Osoby poszukujące zleceń lub wykonawców przez „zagraniczny” internet być może kojarzą nazwę Fiverr. To działający od 2010 r. serwis z ogłoszeniami dla freelancerów. Marka posługuje się adresem Fiverr.com, ale posiada również adres Fiver.com, który przekierowuje na ten pierwszy. To jeden z najbardziej znanych przykładów korzystania z nazwy zawierającej błąd literowy w charakterze brandu.

Innym tego typu przypadkiem jest Blooom.com – amerykańska spółka oferująca emerytalne plany oszczędnościowe. Jeszcze innym… Bloooom.com. Zakrawa to na absurd, jednak taki brand naprawdę istnieje i jest wykorzystywany przez platformę marketingową działającą w Holandii i trzech krajach arabskich. Jak widać, nawet podwójne literówki mogą sprawdzić się w charakterze markowej nazwy – oczywiście przy odpowiednich wydatkach na promocję.

Sprawę literówek w roli brandów poruszył Raymond Hackney na łamach TheDomains.com. Sprowokowała go do tego telewizyjna reklama marki Blooom oraz grudniowy newsletter serwisu Brandbucket, który rozesłał subskrybentom dane na temat sprzedaży domen. Z jednej z zaprezentowanych infografik wynika, że literówki stanowią 6 proc. grudniowych transakcji w kategorii domen keywordowych, zrealizowanych za pośrednictwem tej platformy. Odsetek z jednej strony niewielki, ale biorąc pod uwagę, że chodzi o nazwę z błędem – jednak spory.

W komentarzu pod tekstem użytkownik o nicku „Vito” zamieścił post, w którym informuje, że „najbliższa” dostępna literówka domeny Boom.com, oparta na zwielokrotnieniu liczby samogłosek, zawiera dwanaście „o”. Popyt na literówki w tym świetle wydaje się naprawdę spory.

A jakie jest wasze zdanie na temat wartości literówek jako brandów? Czy w Polsce tego typu praktyka się sprawdza?

Tagi: , , ,

Komentarze ( 2 )

Czym możesz się podzielić?

  1. 3Gstudio 24 stycznia 2019 Odpowiedz

    Jeśli dzięki literówce nazwa firmy, a tym samym strona łatwiej zapadnie w pamięć to pewnie, że warto. Język angielski na pewno jest prostszym językiem do tego. W Polskim szybciej spodziewam się fonetycznych tłumaczeń z angielskiego „dor” zamiast „door” albo „gejms” zamiast „games”.

  2. TAB Studio 29 stycznia 2019 Odpowiedz

    Fiverr.com – serwis „wszystko po $5” ale to dodatkowe „r” jest po to, żeby upodobnić to do słowa „fever” – gorączka.

    Jak się po angielsku widzi to napisane, to nie wiadomo w którym miejscu jest literówka – czy miało być feverr czy fiver. Amerykanom bardziej się to z gorączką kojarzy, niż z piątakiem.

    Tak czy inaczej jest to genialna nazwa.

Tutaj możesz komentować