Rynek domen

Biznes zaczyna się od domeny.


Trudny zawód domenowego brokera

Trudny zawód domenowego brokera

Pośrednictwo w handlu domenami przynosi coraz większe zyski, ale wraz z rozwojem branży rośnie również współzawodnictwo. Brokerzy w pogoni za zyskiem często prowadzą „brudną grę” i knują intrygi w celu zaszkodzenia konkurencji – pisze Theo Develagas.

Jednym ze sposobów zarabiania na domenach, obok inwestycji własnych, jest brokering, czyli pośrednictwo w sprzedaży adresami www. Profesjonalni brokerzy, posiadający sieć sprawdzonych klientów, często uzyskują wyższe stawki z tytułu prowizji niż wielu domainerów dzięki indywidualnym transakcjom. Uczestnictwo w sprzedaży adresów dużym, np. korporacyjnym klientom przynosi duże zyski, ponieważ tego typu podmioty dysponują zwykle ogromnymi budżetami na marketing i działania PR-owe, a jednocześnie mają „skłonność” do podzlecania bardziej wymagających zadań specjalistom z branży. Tego typu transakcje zwykle opiewają na kwoty co najmniej pięciocyfrowe, jednak nie wychodzą na jaw, ponieważ niemal w każdym takim przypadku strony zobligowane są umowami NDA do zachowania dyskrecji.

W odróżnieniu od „zwykłego” domainingu, brokeringiem nie może zajmować się każdy. To zawód prosty tylko z pozoru – może się bowiem wydawać, że do pośrednictwa w handlu domenami nie potrzeba specjalnych kwalifikacji, a jedynie odpowiednią „siłę przebicia”. W praktyce jest jednak inaczej. Sukces zawodowego brokera opiera się na dogłębnej znajomości branży, specjalistycznych narzędzi, realiów rynkowych oraz – a właściwie przede wszystkim – odpowiednich kontaktach: dobrze rozwiniętej sieci klientów. W efekcie rozwoju internetu oraz rynku domen, brokering oferuje coraz większe możliwości, jednak wiąże się z nim także wiele wyzwań. Ciekawy wpis na ten temat, naświetlający bardziej ponure aspekty tego zawodu, pojawił się na blogu Acro.net, prowadzonym przez Theo Develagasa.

„Obserwuję rozwój branży brokerskiej od kilku lat i doszedłem do następującego wniosku: to brutalny biznes w warunkach bezpardonowej konkurencji” – pisze autor. W ubiegłej dekadzie – twierdzi domainer – zaczął się zmieniać punkt ciężkości w handlu domenami. Obok sprzedaży, w których pośredniczyły serwisy, zaczęło dochodzić do agresywnych bezpośrednich przejęć i transakcji z udziałem brokerów. Proces ten miał charakter stopniowy, ale zarazem był dynamiczny – ponieważ sprzyjał mu dynamiczny rozwój całej branży.

Dynamika doprowadziła jednak do zjawiska, które można określić mianem „owczego pędu”. Okazało się, że do sprzedaży adresów garnie się masa domorosłych „traderów”, którzy ledwie otarli się o realia domainingu. Doprowadziło to obniżenia standardów rynku. Samozwańczy brokerzy posługiwali się zwykłym spammingiem, rozsyłając nachalne oferty na skrzynki e-mailowe. „Tego typu formy sprzedaży domen obniżają wartość adresów. To proceder przypominający handel dywanami na orientalnym bazarze” – pisze Develagas.

„Mądrzy brokerzy”, zdaniem autora Acro.net, działają w zupełnie inny sposób. „Najpierw kontaktują się ze sprzedawcami domen prywatnymi kanałami, omawiają możliwości monetyzacji ich aktywów i poszukują potencjalnych nabywców z własnej puli zaufanych klientów. Dopiero wówczas przygotowują ofertę dla kontrahentów, których uznają za najbardziej odpowiednich w danym przypadku”.

Develagas bardzo surowo ocenia jakość relacji w środowisku brokerów domenowych. „Obserwuję obecnie trend w branży, który przejawia się w szeregu negatywnych postaw i zachowań: we wrogości, braku partnerstwa, pomówieniach” – pisze domainer. Jego zdaniem, źródłem problemu jest rosnąca pula pieniędzy do zarobienia na rynku wtórnym, związana przede wszystkim z ekspansją chińskiego kapitału w branży domen. Nowe okazje do zarobku rodzą chciwość, która nie liczy się z zasadami etyki. W efekcie brokerzy domen przestają kierować się jakimkolwiek etosem i uciekają się do wszelkiego typu wybiegów w pogoni za zyskiem.

Smutny to obraz i poniekąd zniechęcający do zawodu brokera. Z drugiej strony, na dłuższą metę dobre praktyki, uczciwość i solidność zawsze wygrywają. Choćby z tego względu, że budują reputację brokera, pomagają w rozwijaniu sieci klientów i uwiarygodniają pośrednika w oczach kontrahentów.

Tagi: , ,

Komentarz ( 1 )

Czym możesz się podzielić?

  1. Marek 27 listopada 2015 Odpowiedz

    Brak odgórnych regulacji i potencjalnie duży pieniądz – nie mogło się to skończyć inaczej. Cieszy to, że ostatecznie etyczne działania zawsze wygrywają (przypomina mi to sytuację na rynku SEO, gdzie dawniej sprawdzały się rozmaite „manipulacyjne” zagrywki, ale dziś na wierzchu są te firmy, które od lat pozycjonowały zgodnie z zasadami white hat).

Tutaj możesz komentować