Rynek domen

Biznes zaczyna się od domeny.

Berliński niewypał, czyli komu (nie) służy rozdawnictwo domen

Berliński niewypał, czyli komu (nie) służy rozdawnictwo domen

16 czerwca rejestr domeny .berlin udostępnił swoją końcówkę do bezpłatnej rejestracji. Promocja miała trwać przez pięć dni, jednak niespodziewanie została przerwana 18 czerwca.

Domen .berlin została uwolniona 18 marca. Od początku radziła sobie znakomicie i szybko doszlusowała do czołówki nTLD. W ciągu doby od momentu dopuszczenia jej do nieograniczonej rejestracji końcówka „zainkasowała” 30 tys. nazw i uplasowała się na drugim miejscu za rozszerzeniem .guru. Jednak liczba konkurentów do czołówki rankingu nTLD szybko się zwiększyła. Operator końcówki postanowił więc wzmocnić naturalny potencjał domenowego brandu i zorganizował ryzykowną promocję. DotBerlin zaoferował bezpłatną rejestrację nazw, ale żeby uczynić przedsięwzięcie bardziej opłacalnym dla swoich partnerów, dopuścił odpłatność na maksymalnym poziomie 5,55 euro. Część firm postanowiła umożliwić internautom bezpłatną rejestrację, część wprowadziła płatności. W większości przypadków stawki były niższe od narzuconego limitu. Liczba nazw w niemieckiej geodomenie poszybowała w mgnieniu oka. W ciągu doby w rejestrze przybyło ok. 70 tys. adresów.

Berlin rejestracje jpg
Niestety, jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, szybko okazało się, że nie wszyscy rejestranci kierują się umiarem. Na .berlin szczególnie połakomiły się dwie firmy: DomainProfi, odpowiedzialna za rejestrację ponad 23 tys. nazw, i DomCollect, rejestrator należący do Sedo, któremu przypadło w udziale ponad 30 tys. nazw w rozszerzeniu .berlin. Rejestracje miały oczywiście charakter czysto spekulacyjny, obliczony na sprzedaż adresów w ciągu najbliższego roku. (W przypadku hurtowej rejestracji nazw w domenie .berlin to w zasadzie jedyna możliwość [dochodzi jeszcze wykorzystanie adresów pod zaplecze pozycjonerskie i spamming, jak słusznie zauważa komentator pod tekstem:)] – jednym z warunków skorzystania z promocji, było praktyczne wykorzystanie zarejestrowanego adresu w ciągu 12 miesięcy.) W tej sytuacji operator końcówki najwyraźniej stwierdził, że rozdawnictwo domen niezbyt mu się opłaca i zakończył promocję przed terminem.

Niechciane adresy

To już drugi przypadek rozdawania domen w ramach programu nTLD. Znacznie więcej kontrowersji wywołało postępowanie operatora końcówki .xyz. Nazwy w tej domenie są oferowane bezpłatnie przez rejestratora Network Solutions. Firma proponuje swoim klientom rejestrację w rozszerzeniu .xyz nazw, które abonenci posiadają zarejestrowane w domenie .com. Co więcej, adresy rozdawane są w trybie opt-out, co oznacza, że jeśli klient nie wyrazi sprzeciwu, trafią one automatycznie na jego konto. Ujawnienie tego procederu wywołało burzę w środowisku domenowym i oskarżenia o nieuczciwą konkurencję.

Teraz, po porażce akcji promocyjnej DotBerlin, pojawia się pytanie, czy rozdawnictwo domen to rzeczywiście dobry sposób na marketing czy raczej potencjalnie zgubny w skutkach przerost ambicji? Z pewnością trudno przeoczyć fakt, że końcówki, których operatorzy zdecydowali się na tę formę promocji, trafiły na czołówkę rankingu nTLD, zostawiając konkurencję daleko za sobą. Można to uznać za spory sukces piarowy, który do pewnego stopnia przełoży się na wzrost „organicznych” wyników rejestracji.

Z drugiej strony rejestr XYZ.com swoim nie do końca uczciwym działaniem zepsuł sobie reputację wśród domainerów. W przypadku wielu nTLD być może nie miałoby to większego znaczenia, ponieważ są one adresowane do przedsiębiorców z sektora MŚP i nie stanowią gratki dla inwestorów. W przypadku .xyz jest inaczej. Znaczeniowa pojemność tej końcówki zwiększa jej zasięg oddziaływania, czyniąc ją potencjalnie atrakcyjną dla klientów z szerokiego spektrum branżowego. Z tego względu .xyz miała szansę zdobyć zainteresowanie domainerów, którzy swoimi inwestycjami stymulują rozwój TLD w początkowym etapie ich funkcjonowania. Problem w tym, że końcówka została „rozmieniona na drobne” przez jej operatora. Wskutek rozdawnictwa rozszerzenie, które mogło zaistnieć na rynku dzięki swojemu potencjałowi i bardziej przemyślanym akcjom marketingowym, zostało sztucznie „rozdęte” i straciło na realnej wartości.

Trudno przewidzieć, jaki będzie ostateczny efekt tej metody lansowania końcówki. Istnieje jednak spore ryzyko, że pozorny sukces domeny może obrócić się przeciwko rejestrowi. Spadek w rankingach nTLD po upływie roku może okazać się bolesny. Chyba że XYZ.com zdecyduje się w podobny sposób pompować liczbę przedłużeń.

Klęska urodzaju

W przypadku DotBerlin sprawa wygląda nieco inaczej. Nie ma tutaj mowy o nieprzejrzystości, ale promocję, na którą zdecydował się niemiecki rejestr wypada uznać za nieprzemyślaną. Choćby z tego względu, że została przerwana. Największymi beneficjentami „hojności” operatora berlińskiej TLD okazali się „rejestratorzy-inwestorzy”. Było to zresztą do przewidzenia – tylko firmy rejestrujące lub zawodowi inwestorzy posiadają bowiem odpowiednie zaplecze informatyczne, które pozwala na zarejestrowanie tak zawrotnej ilości adresów w tak krótkim czasie. Indywidualni abonenci zapewne również zdołali „złowić” sporo okazji, ale nieporównywalnie mniej od dużych graczy domenowego biznesu. Ci ostatni posiadają także znacznie większe możliwości w zakresie sprzedaży domen, a rejestr DotBerlin zagwarantował im rok bezpłatnego utrzymania nazw, który mogą wykorzystać na realizację transakcji.

Firmy, które wystąpiły wyłącznie w roli registrarów, zyskały na promocji .berlin w znacznie mniejszym stopniu. Te, które zaoferowały nazwy za darmo, mogą co prawda liczyć na zysk z odnowień nazw. Tyle że w przypadku domen udostępnianych bezpłatnie odsetek przedłużeń będzie znacznie niższy niż standardowo (101domain.com prognozuje, że w przypadku .berlin osiągnie on 40 proc.). A utrzymanie adresów wiąże się z kosztami – choćby związanymi z obsługą bazy klientów.

Rejestr DotBerlin postąpił słusznie przerywając promocję w momencie, gdy liczba darmówek wzrosła do niebezpiecznego poziomu. Bezpłatne lub tanie domeny często były żerowiskiem spamerów, co pokazuje choćby przypadek końcówki .info, której operator przez długi czas prowadził politykę taniej rejestracji. Tego typu działania są obliczone na szybki zysk i mogą przynieść krótkotrwałą korzyść ze względu na efekt piarowy. W dłuższej perspektywie istnieje jednak ryzyko utraty reputacji przez rejestr, choćby przez wykorzystanie bezpłatnych lub bardzo tanich domen do nieuczciwych celów. Również rozgłos zdobyty przez „szybującą” domenę może obrócić się na jej niekorzyść. No bo jak zareaguje rynek, kiedy rozniesie się fama, że popularna końcówka po roku funkcjonowania zaliczyła „tąpnięcie”?

Tagi: , , , , ,

Komentarze ( 3 )

Czym możesz się podzielić?

  1. 2BE.pl 27 czerwca 2014 Odpowiedz

    Poza rejestracjami w celu późniejszej odsprzedaży, pewnie sporo domen zostało zarejestrowanych pod zaplecze pozycjonerskie, strony ze spamem itp. To samo dzieje się w przypadku darmowej końcówki .tk. Google nieprzychylnie patrzy na strony w tej domenie i możliwe, że rejestr .berlin obawiał się również tego – obniżenia „reputacji” domeny w rankingu Google.

    • Przemysław Ćwik Przemysław Ćwik 27 czerwca 2014 Odpowiedz

      Zgadza się, napomknąłem o spamie w ostatnim akapicie, ale faktycznie warto dodać, że oprócz ogólnej reputacji jest ryzyko sankcji ze strony Google, a to jeszcze większe tarapaty niż kiepski piar. .berlin pewnie specjalnie nie oberwie po tej promocji, ale ciekawe, jak się skończą machinacje z .xyz

    • Przemysław Ćwik Przemysław Ćwik 27 czerwca 2014 Odpowiedz

      A, wyżej napisałem o „w zasadzie jedynej możliwości”, więc poprawka odnośnie zaplecza i spamu bardzo słuszna – uwzględniłem w tekście, dzięki:)

Tutaj możesz komentować