Rynek domen

Biznes zaczyna się od domeny.


Wyrok ETS: Google musi kasować kompromitujace dane

Wyrok ETS: Google musi kasować kompromitujace dane

Internauci będą mogli domagać się od Google ukrycia kompromitujących szczegółów ze swojej przeszłości – tak zawyrokował Europejski Trybunał Sprawiedliwości.

Decyzja sądu obowiązuje również inne firmy obsługujace wyszukiwarki internetowe i ma pozwolić na blokowanie przez internautów „wstydliwych” informacji na temat ich życia prywatnego. Wyrok jest następstwem pozwu wytoczonego w 2010 r. przez Mario Costeja Gonzalesa przeciwko spółkom Google Inc., Google Spain oraz jednej z czołowych hiszpańskich gazet. Sprawa dotyczyła zamieszczenia w 1998 r. ogłoszenia o licytacji nieruchomości Gonzalesa zajętej przez komornika. W wynikach wyszukiwania Google dostępny był link do tej publikacji, co mogło stawiać powoda w niekorzystnym świetle ze względu na jego dawne problemy finansowe – dlatego Gonzales zarządał od amerykańskiej korporacji zablokowania odnośników do gazetowych raportów zawierających jego nazwisko. Już przed Trybunałem swoje stanowisko uzasadnił tym, że sprawa jego zadłużenia została dawno wyjaśniona przed sądem i nie powinna rzutować na jego obecną sytuację życiową.

Sędziowie ETS przychylili się do poglądu powoda i uznali, że na podstawie dyrektywy europejskiej z 1995 r. i unijnej Karty Praw Podstawowywch ma on prawo do zablokowania informacji na swój temat. Co więcej, Trybunału orzekł, że prawo do zachowania prywatności jest nadrzędne w stosunku do interesu użytkowników internetu. Tym samym ETS uznał odpowiedzialność Google w całej sprawie. Korporacji nie pomógł fakt, że jest podmiotem zarejestrowanym w Stanach Zjednoczonych, ponieważ posiada ona swoje biura również na terenie Hiszpanii.

Jak wynika z wyroku, każdy, kto znajdzie swoje nazwisko na liście wyników wyszukiwania i uzna, że zostało one przedstawione w niekorzystnym świetle, może zwrócić się bezpośrednio do operatora wyszukiwarki i poprosić o zablokowanie odnośnika. Jeśli operator odmówi, petent – pod pewnymi warunkami – ma prawo skierować sprawę do odpowiednich władz w celu uzyskania nakazu usunięcia linku z wyników wyszukiwania. Jest przy tym bez znaczenia, że informacje pozostaną dostępne na linkowanych stronach.

– Ten werdykt jest niekorzystny zarówno dla wyszukiwarek, jak i wydawców internetowych. Potrzebujemy czasu, by przeanalizować jego następstwa – oświadczył koncern w reakcji na wyrok. Zdecydowanie bardziej entuzjastycznie sprawę oceniła Viviane Reding, Komisarz UE ds. sprawiedliwości, praw podstawowych i obywatelstwa, która uznała werdykt ETS za triumf prywatności i prawa jednostki do zarządzania danymi na swój temat. Reding od kilku lat stara się o zaostrzenie przepisów gwarantujących „prawo do bycia zapomnianym”. Z kolei Emma Carr z organizacji Big Brother Watch, chwaląc rozwiązanie prawne gwarantujące możliwość „bycia zapomnianym”, zaznaczyła, że narzędzie to nie powinno służyć ludziom do przepisywaniu historii na swój temat. Przypominałoby to – twierdzi Carr – zmuszanie bibliotek do przepisywania książek. Choć intencją orzeczenia jest ochrona dobrego imienia jednostek, otwiera ono drzwi każdemu, kto chce wybielić swoją osobistą przeszłość – zaznacza działaczka BBW.

Orzeczenie ETS wywołało głosy oburzenia m.in. w Wielkiej Brytanii, tradycyjnie kontestującej postanowienia unijnych instytucji. Zarówno eurosceptyczni posłowie z UK, jak i przedstawiciele organizacji obywatelskich uznali je za zagrożenie dla swobody wypowiedzi. Torys Dominic Raab uznał, że werdykt stanowi bezwzględny atak na wolność słowa i transparentność oraz pozostaje w całkowitym konflikcie z tradycyjnymi wartościami liberalnymi. – Orzeczenie uwypukla coraz bardziej autorytarny charakter Unii Europejskiej, zagrażający podstawowym wolnościom, które długo uznawaliśmy za pewnik – ocenił brytyjski parlamentarzysta    .

Warty odnotowania jest fakt, że – na co zwrócił uwagę serwis Di.pl – wyrok Trybunału jest niezgodny z wcześniejszą opinią Rzecznika Generalnego ETS, zgodnie z którą wyszukiwarka internetowa nie może być uznana za administratora danych osobowych. Dodatkowo rzecznik Trybunału zaznaczał w 2013 r., że nie ma czegoś takiego jak „prawo do bycia zapomnianym”.

Jeszcze nie wiadomo, w jaki sposób werdykt ETS będzie egzekwowany, jednak Google pracuje już nad narzędziem umożliwiającym zgłaszanie „niechcianych” linków do usunięcia z list wyników wyszukiwania.

Tagi: , , , , , , , ,

Komentarz ( 1 )

Czym możesz się podzielić?