Rynek domen

Biznes zaczyna się od domeny.


Google zaostrza walkę z piractwem – za pieniądze

Google zaostrza walkę z piractwem – za pieniądze

Od pewnego czasu Google prowadzi działania antypirackie. Polegają one m.in. na deindeksacji stron oferujących nielegalne treści. Teraz jednak koncern zamierza dodatkowo promować legalne źródła danych – ale nie za darmo.

Większość internautów dobrze kojarzy następującą formułkę

Odpowiadając na zażalenie, które otrzymaliśmy w związku z US Digital Millennium Copyright Act, usunęliśmy 1 rezultat/y/ów wyszukiwania. Jeżeli sobie życzysz możesz przeczytać wspomniane zażalenie, które spowodowało usunięcie rezultatu/ów na stronie ChillingEffects.org.

Od kilku lat Google usuwa z wyników wyszukiwania linki, w sprawie których otrzymał skargę na mocy ustawy Digital Millennium Copyright Act (DMCA) lub w sprawie których zapadły wyroki sądowe. Niebawem jednak walka z piractwem ma przybrać również charakter „pozytywny”. Oprócz usuwania „zaskarżonych” źródeł treści objętej prawem autorskim, Google będzie oferował linki do legalnych serwisów. Mają one być zamieszczane w dodatkowych boksach reklamowych wyświetlanych na stronie z wynikami wyszukiwania i proponować internautom wizytę na stronach z legalnymi treściami, np. Spotify czy Beats Music. Na razie firma testuje sposób wprowadzenia usługi.

Poszerzenie „walki z piractwem” o reklamę legalnych źródeł treści nie jest oczywiście bezinteresowne. Koncern zamierza po prostu sprzedawać dodatkową powierzchnię reklamową, a hasło ochrony praw autorskich wydaje się raczej sloganem dorobionym do działań marketingowych. Taka polityka wywołała już krytyczne komentarze ze strony przedstawicieli muzycznego biznesu. Rzecznik BPI, brytyjskiego stowarzyszenia reprezentującego branżę muzyczną, stwierdził w wypowiedzi dla BBC, że Google, zamiast naliczania opłat za dostarczanie internautom legalnych usług, powinien raczej hierarchizować wyniki wyszukiwania w taki sposób, by promowane były serwisy działające zgodnie z prawem.

W tym konflikcie angażującym trzy strony właściwie trudno komukolwiek przyklasnąć. No bo:
1) nawet przy przychylnym stosunku do swobodnego dzielenia się treściami z naruszeniem praw autorskich trzeba mieć świadomość, że serwisy oferujące nielegalne materiały audio-video nie działają w służbie kultury, ale mamony – zarabiając na piractwie, np. dzięki emisji reklam;
2) w służbie mamony działa również koncern Google, któremu w ogóle trudno w czymkolwiek przyklaskiwać, biorąc pod uwagę jego pozycję monopolisty wykorzystywaną m.in. do manipulowania wynikami wyszukiwania;
3) podobne motywacje towarzyszą większości korporacji muzycznych, dla których wykonawcy są po prostu maszynkami do robienia pieniędzy.

Tymczasem w „walce z piractwem” przegrywają przede wszystkim zwykli internauci, których zwyczajnie nie stać na dostęp do legalnych treści, choć czasem przychodzi im się zmierzyć z wezwaniami do zapłaty „kary” nadesłanymi przez kancelarie reprezentujące biznes rozrywkowy.

Tagi: , , ,

Tutaj możesz komentować