Rynek domen

Biznes zaczyna się od domeny.


Dlaczego warto korzystać z usługi monitorowania domen?

Dlaczego warto korzystać z usługi monitorowania domen?

Przypomnijmy: adresy www dostępne są w trybie „wynajmu” – nie przysługują nikomu na własność, ponieważ stanowią usługę. Po opłaceniu abonamentu można zapewnić sobie na nią wyłączność na dany rok. Potem usługę można przedłużyć lub z niej zrezygnować. Wielu internautów wybiera ten drugi wariant świadomie, niechcąc ponosić kosztów przedłużenia w sytuacji, gdy domena nie jest im potrzebna do konkretnego przedsięwzięcia. Część traci nazwę w wyniku zaniedbania. Tak czy owak, jeśli abonent nie dokona przedłużenia w odpowiednim terminie, jego prawo do wyłącznego dysponowania adresem wygasa, a domena ponownie dostępna jest do rejestracji. Wiele spadających, czyli wracających do rejestru nazw to łakome kąski dla domainerów. Ale również dla osób niezajmujących się inwestowaniem w domeny, a jedynie poszukujących dobrego adresu pod serwis. Gwarancję przejęcia domeny, w razie jej nieprzedłużenia przez dotychczasowego abonenta, daje tzw. opcja. Jednak jej założenie kosztuje. W Aftermarket.pl – 40 zł za trzy lata. Ten wydatek opłaca się w sytuacji, gdy wartość rynkowa domeny znacząco przewyższa tę cenę, a prawdopodobieństwo nieprzedłużenia adresu jest wysokie. Jeśli domena jest mniej wartościowa, można zaryzykować bezpłatną próbę jej przejęcia – dodanie do przechwycenia. Opłata (w wysokości 30 lub 60 zł w przypadku priorytetu) obowiązuje dopiero w momencie, gdy przechwycenie okaże się skuteczne. Szkopuł w tym, że jeśli znajdzie się więcej zainteresowanych daną nazwą, zostanie ona wystawiona na aukcję. A podczas licytacji cena może poszybować…

Zabawa w detektywa

Przed podjęciem decyzji o założeniu opcji bądź ograniczeniu się do próby przechwycenia domeny warto ocenić, na ile prawdopodobne jest, że dany adres zostanie zwolniony. Jeśli na domenie funkcjonuje rozbudowany i często aktualizowany serwis, szansa na łatwą zdobycz jest znikoma. Większe nadzieje „rokują” domeny zaparkowane lub takie, na których działają prowizoryczne strony ze szczątkową treścią. Wiele zajętych adresów nie jest w ogóle widocznych w sieci. Czasem dlatego, że „prace developerskie” wciąż trwają, czasem dlatego, że ich abonent… nie ma czasu poświęcać im uwagi lub zwyczajnie o nich zapomniał. Zawartość (lub jej brak) strony powiązanej z danym adresem to nie jedyna wskazówka na temat prawdopodobnej przyszłości domeny. Całkiem sporo można wywnioskować z danych dostępnych w bazie Whois, zawierającej podstawowe informacje na temat adresów www, jak data ich rejestracji, wygaśnięcia czy ostatniej modyfikacji. Jeśli domena zmieniła niedawno abonenta lub została przedłużona, nie ma sensu liczyć na jej rychłe przejęcie dzięki opcji lub usłudze przechwytywania – choć może to być realne w perspektywie dwóch, trzech lat. I odwrotnie – jeśli w bazie Whois nie widać śladów aktywności związanej z adresem, istnieje szansa, że w najbliższym czasie domena będzie „do wzięcia”.

Darmowa setka

Po co więc korzystać z usługi monitoringu domen, skoro wystarczy zajrzeć do bazy Whois? To proste – manualne sprawdzanie adresu jest czasochłonne. Wymaga wejścia na stronę Krajowego Rejestru Domen www.dns.pl i wpisania kodu CAPTCHA dla każdego sprawdzanego adresu z osobna. Przy jednorazowym sprawdzeniu danych takie rozwiązanie ma sens. Jeśli jednak chcemy śledzić aktywność związaną z konkretnym adresem, każdorazowe kontrole w bazie Whois będą uciążliwe. Szczególnie w sytuacji, gdy interesuje nas więcej nazw i zależy nam na szybkich powiadomieniach na temat ich modyfikacji. O zmianach na domenie użytkownicy informowani są przez e-mail, a cała usługa jest bajecznie tania: monitorowanie pierwszych 100 domen w serwisie Aftermarket.pl jest bezpłatne, a za kolejne 100 płaci się jedynie… 1 grosz dziennie.

Dariusz Litawiński

Tagi: , , ,

Tutaj możesz komentować